Ptasie igrzysko

           

     Niestety, ale czas ptasich przelotów mamy już w dużej mierze za sobą. Oczywiście, prawdziwi zapaleńcy czy znawcy przedmiotu, potrafią jeszcze namierzyć wędrujące stada ptaków, ale spektakularne obserwacje migrujących gatunków kończą się. Szkoda, że tak nie jest bez przerwy.     Nie ukrywam, że w tym roku, poświęciłem sporo czasu na uganianie się za kluczami gęsi ( w tym jedną jakąś białą), które ku utrapieniu rolników wycinały całe pola, niezalanej przez wiosenne wody oziminy. Wody było tak dużo, że nawet łabędzie miały trudności z dosięgnięciem swoimi długimi szyjami do co lepszych kąsków, zalegających dno rozlewisk. Ostatni weekend (16 i 17 kwietnia) również poświęciłem na rajd po doborowych miejscówkach. Wizna już trochę rozczarowała - samotne i wielkie jezioro, na którym zostały już tylko te osobniki, które myślą o założeniu gniazd i oddawaniu się ciężkiej, ale jakże przyjemnej pracy związanej z przekazywaniem życia. Natomiast kurs na Dolistowo i Zabiele, to istny strzał w dziesiątkę. Raj, Masai Mara, Okavango i inne tego typu określenia! Tu jeszcze tysiące ptactwa - wszelkiego kalibru i wszystkie w jednym miejscu. Czuć rywalizację o każdy metr wody, a często i każdy metr przestrzeni nad nią. Tłok, ścisk, wrzask, panika i żarcie... Wielkie żarcie !!! Niesamowite wrażenie, gdy całe to towarzystwo szuka ucieczki, w sytuacji pojawienia się drapieżnika. A te, nie opuszczają takiej okazji. Jastrzębiowate, które gustują w drobiu, nie muszą strasznie się wysilać aby napełnić żołądki. Ot, zwykły przelot na niskim pułapie i posiłek sam wpadnie do dzioba. Hałas, jaki przy tym powstaje, można tylko porównać do odpalenia setki traktorów. Przeciwwagą dla tego zamieszania, jest widok dostojnych duchów bagiennych (żurawi), majestatycznie kroczących pośród obsychających rozlewisk. Co się natomiast stało z bocianami? Odnoszę wrażenie, że jakoś w tym roku ich mniej.

     Tyle o ptakach na przelotach. Ale to przecież nie koniec. Jakaś część tej społeczności zostaje tutaj i będzie dostępna aż do jesieni. Teraz przed nami okres lęgów i przystrajania się w upierzenie godowe. Tak więc kolejne obserwacje, tylko trochę inne, wymagające na pewno większego wysiłku. Nagrodą będą niepowtarzalne samce batalionów, które już zresztą są i rozpoczęły taniec, tylko jeszcze tak trochę jakby zawstydzone, bo nie do końca ubrane w strój wyjściowy. A co u innych mieszkańców bagien? Łosie jak to łosie - łażą po bagnie i po kałużach, i wyjadają to, co zdążyło się zazielenić. Durne zaskrońce, próbują przedostać się na drugą stronę Carskiego Traktu, jakby nie mogły żyć po tej samej. A przecież i tu, i tu, jest identyczny wiosenny bałagan, czyli niezbyt mile pachnące dla człowieka bagno i gąszcz. Więc po co leźć? A samochody śmigają... Generalnie zapanowała wiosna. Zawilce kwitną na biało, a kaczeńce na żółto. Jak mawiał Pyzdra: "Piknie jest".